Szliśmy kawałek przez las, aż nagle natknęliśmy się na szczeniaka przywiązanego do drzewa. To on robił tyle hałasu. Przyciągnąłem przy nim i ostrożnie go pogłaskałem. Był wystarszony ale nie uciekał.
- Ojej, ma zranioną nogę... dość mocno. - lekko się skrzywiłem.
- Zabierzmy go do weterynarza... - również go pogłaskała.
Lekko skinąłem głową, odwiązałem maluchowi sznurek i ostrożne wziąłem na ręce. Poszliśmy do samochodu i pojechaliśmy od razu do weterynarza. Tamten go zaszczepił, wyczyścił mu uszy i usunął 2 kleszcze, które miał. Oczyścił i opatrzył mu ranę na nodze. Dał też tabletki na odroczenie i inne.
- Chyba już zostanie z nami, co? - uśmiechnąłem się lekko do Li, kiedy siedzieliśmy z nim w samochodzie.
Li?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz