- Rusz się miśku, proszę... - cmoknęła mnie w ucho.
- Jezu, czemu ja muszę mieć taką słabość do ciebie... - mruknąłem wstając z trudem.
Wziąłem szczeniaka na ręce i poszedłem z nim na dwór, musiałem go bardzo pilnować, ponieważ nie miał jeszcze nic, żadnej smyczy czy obroży, a nie chciałem żeby nam uciekł.
Wróciłem do pokoju po około dziesięciu minutach, Li już smacznie spała. Położyłem się obok niej, szczeniak ułożył się w naszych nogach. W przeciągu kilku sekund zasnąłem.
***
Obudziliśmy się dopiero późnym popołudniem, postanowiliśmy że zjemy coś na mieście, zrobimy zakupy do domu i dla Hoshiego. Pierw poszliśmy do subwaya, zjedliśmy tam na prawdę doskonałe kanapki i wypiliśmy sok, później pojechaliśmy do supermarketu po jedzenie dla nas, a na końcu do zoologicznego. Kupiliśmy tam wszystkie potrzebne rzeczy.








Oraz przysmaki do treningów. Wróciliśmy do domu z pełnymi torbami
Lii?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz