Spojrzałem na nią lekko zdziwiony. Bredzi przez sen czy jak?
- Kochanie... przecież jestem. - uśmiechnąłem się nieporadnie.
Dziewczyna poleciła przecząco głową i pociągnęła nosem.
- Zginąłeś. A to tylko sen. Cudowny sen. - zapłakała.
- Aniołku, żyje. Znaleźli mnie. - pogładziłem ją po policzku. - Czy gdyby całował cię duch poczułabyś to? - po tych słowach złączyłem nasze usta w delikatnym aczkolwiek uczuciowym pocałunku.
- Ashton... jesteś tu na prawdę? - spytała ze łzami w oczach.
- Tak aniołku i już cię nie zostawię. - szepnąłem i Cmoknąłem ją w policzek, blisko ust. - Nigdy - dodałem cicho.
Li? ❤❤
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz