Cytat |
Archiwum
Statystyka |
Popularne
|
Od Ashtona c.d Lydii
- ...dzień dobry... jestem Ashton - powiedziałem zażenowany wyciągając w stronę kobiety dłoń.
- Rose. - delikatnie ją uścisnęła.
I znów cisza. Westchnąłem lekko, rozglądając się nerwowo po pomieszczeniu.
- Czy wy... - zaczęła.
- Nie - odparła szybko Li patrząc na mnie porozumiewawczo.
- Oczywiście że nie proszę Pani, chodziło mi o zabezpieczenie... w sensie takie... - szukałem pomysłu w głowie. - No jak się życie, dom, samochód ubezpiecza. - podrapałem się po karku.
Nie wiem czy w to uwierzyła, ale mam nadzieję że tak.
- Tak... dokładnie... babciu... to mój chłopak. - powiedziała przenosząc na nią wzrok. - Misiek... - zauważyłem jak lekko wyciąga w moją stronę dłoń, więc zrobiłem to samo i splotłem nasze palce.
- Co on tu robi tak wcześnie? - spytała, widząc że Lydia nie wie co odpowiedzieć, postanowiłem trochę ją ratować.
- Li w nocy miała koszmar. Zadzwoniła do mnie, przyjechałem i zasnęliśmy razem, po prostu...
Li?❤❤❤❤
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
Oddychałem już szybciej, nie zwracałem jednak uwagi na zmęczenie, gdyż przemawiała przeze mnie chęć sprawienia ukochanej jak największej przyjemności. W tej pozycji kochaliśmy się dobre kilkanaście minut, na zakończenie to ja leżałem, a Li była nade mną i to ona ustanawiała sobie tempo. Kiedy oboje kolejny raz doszliśmy dziewczyna zmęczona opadła obok mnie na poduszkę i wypuszczając powietrze przez usta z uśmiechem wtuliła się we mnie. Objąłem ją ramieniem jeszcze bardziej do siebie przyciągając. Odchyliłem głowę do tyłu, spoglądając na zegarek na szafce nocnej.
- Dochodzi ranek. - powiedziałem całując ją w czółko. - Chcesz się przespać? - spytałem głaszcząc ją po plecach i ramionami.
- A ty? - podniosła wzrok, patrząc mi w oczy.
- Mi to bez różnicy aniołku. - uśmiechnąłem się delikatnie.
Dziewczyna wzruszyła delikatnie ramionami i przymknęła oczy, przejeżdżając dłonią po moim brzuchu i torsie. Leżeliśmy tak cicho, nie była to jednak krępująca cisza - bardzo przyjemna. Przymknąłem oczy, jednak nagle przerwał mi jej głos.
- Misiu... - zaczęła cicho.
- Hmm? - zamruczałem głaszcząc ją cały czas.
- A co to za prezent? - uśmiechnęła się.
Chwilę nie wiedziałem o co jej chodzi, jednak w końcu zrozumiałem.
- Nie powiem ci. - zaśmiałem się cicho. - Niespodzianka. - cmoknąłem ją w policzek.
- Ale... wolałabym, żebyś już tam nie pracował. - przyznała.
- Dlaczego?
- To niebezpieczne, miałeś już przykład. - przytuliła mnie mocniej.
- Spokojnie aniołku, i tak już się zwolniłem. - uspokoiłem ją. - Nie umiałem znów skoczyć z helikoptera do tej pieprzonej wody
Lii? ❤❤
Od Lydii c.d Ashton
- Kocham-Cię ..miśku. -odpowiedziałam z urywanym tchem.
Jęczałam głośno, czułam go w sobie, jak ocoera się i rozszerza moją kobiecość. To było niesamowite. Zupełnke inne niż ostre pchnięcia potwora. Ash nie spieszył się, chciał zadać mi więcej przyjemności i udało mu się. Doszłam po wspaniałamym i długim stosunku, razem z nim. Jednak było mi tak cjolernie dobrze, że poprosiłam o jeszcze tym razem, aby delikatnie zwiększył tempo.. obruciłam się plecami do niego i wypięłam. Ashton położył dłoń na mojej talii, a drugą na pośladku i ścisnął go. Jęknęłam. Po chwili poczułam jak zamiast we mnie wejść, ociera nim o waginę. To było takie podniecające. Przysynęłam się, aby lepiej go czuć i wtedy Ash włożył we mnie członka. Powoli, ale i tak krzyknęłam z przyjemności, nie z bólu. Zaczął poruszać biodrami, z chwilą przyspieszał, ale nie robil tego na ostro, tylko aby dać więcej rozkoszy.
Ashton? ❤
Od Ashtona c.d Lydii
Po długich pieszczotach postanowiliśmy już przejść do rzeczy. Lydia położyła się na łóżku, a ja zawisłem nad nią. Złączyłem nasze usta w znów namiętnym pocałunku w tym samym czasie powoli w nią wchodząc. Nie chciałem robić nic, co mogłoby ją boleć. Wystarczająco nacierpiała się pod tym skurwielem. Będąc już w niej zacząłem się powoli poruszać jednocześnie całując ją w szyję.
- W porządku? - spytałem.
- Tak, spokojnie. - pogładziła mnie po głowie.
Po tych słowach delikatnie, ale nie bardzo przyśpieszyłem. Ktoś kiedyś powiedział, że kobieta osiąga największy orgazm nie przy brutalnym seksie, lecz przy tym delikatniejszym i za razem zmysłowym. Jak można mieć przyjemność z bólu?
- Kocham cię. - wyszeptałem jej do ucha nie zmieniając tempa.
Lii? ❤ ❤
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
Chciałem zrobić tak, aby czuła się jak najlepiej. Nie wiem, czy dobrze było jej z Liamem, ale w każdym razie chciałem zrobić tak, żeby ze mną czuła się jeszcze lepiej - w wyniku tego bardzo się starałem. Na chwilę wróciłem do jej słodkich ust.
- Jesteś pewna? Możemy przerwać w każdej chwili. - spytałem dla pewności.
- Jak najbardziej. - przeczesała dłonią moje włosy i znów złączyła nasze usta w namiętnym pocałunku.
Po chwili powoli znów wróciłem do jej ciała, z każdym pocałunkiem schodząc coraz niżej, aż dotarłem do tego bardziej "wrażliwego" miejsca. Za jej pomocą również delikatnie i powoli zsunąłem z niej dół, rzucając go na ziemię. Powoli zabrałem się za jej kobiecość.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
Przysunęłam się do niego i wyszeptałam mu to na ucho. Po czym pocałowałam go. Chłopak odwzajemnił gest, było to bardzo namiętne i pełne uczuć. Odwróciłam się przodem do niego, uklęknęłam, a dłonie włożyłam pod jego koszulkę. Czułam jego mięśnie, łaskotałam go delikatnie po torsie, a on był coraz bardziej gorący. Przerywając na chwile pocałunek, zdjął swoją bluzę i koszulkę. Przygryzłam wargę na widok jego torsu. Liam przy nim to zero. Rzuciłam się na chłopaka i powróciłam do całowania. Tak, Ash całował o wiele lepiej niż Liam. Chłopak położył nas tak, że to ja błam na dole. Zaczął mnie delikatnie całować, a jego dłonie powędrowały pod moją piżamę.
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Spojrzałem na nią lekko zdziwiony. Bredzi przez sen czy jak?
- Kochanie... przecież jestem. - uśmiechnąłem się nieporadnie.
Dziewczyna poleciła przecząco głową i pociągnęła nosem.
- Zginąłeś. A to tylko sen. Cudowny sen. - zapłakała.
- Aniołku, żyje. Znaleźli mnie. - pogładziłem ją po policzku. - Czy gdyby całował cię duch poczułabyś to? - po tych słowach złączyłem nasze usta w delikatnym aczkolwiek uczuciowym pocałunku.
- Ashton... jesteś tu na prawdę? - spytała ze łzami w oczach.
- Tak aniołku i już cię nie zostawię. - szepnąłem i Cmoknąłem ją w policzek, blisko ust. - Nigdy - dodałem cicho.
Li? ❤❤
Od Lydii c.d Ashton
- Ash.. przyszedłeś. Czekałam na Ciebie miśku. -znów zaczęłam płakać- Tęsknię za Tobą. Kocham Cię ..i-i zawsze Cię kochałam. Nie wiem dlaczego zachowywałam się ostatnio jak idiotka. Przepraszam. Źle się tym czuję, żałuje, że tak zrobiłam. Przepraszam Ash. Kkocham Cię, chcę żebyś wrócił, potrzebbuję Cię. Ash.
Chłopak przesunął się tak, że leżałam między jego nogami, opierając się o tors. Wciąż mnie głaskał. Był taki realny.
- Nie płacz już aniołku. Jestem przy Tobie i nie zostawie Cię.
- N-nie. Nie zasługuję, jestem okropna.
- Kochanie, każdy zasługuje na drugą szansę. Tylko od tegi co ją dostał zależy, czy dobrze ją wykorzysta. Już spokojnie aniołku. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Bardzo. I chcę żebyś tu naprawdę był. Był ze mną.
Ash? ❤💕
Od Ashtona c.d Lydii
Kiedy w końcu się ogarnąłem było późne popołudnie. Spakowałem kilka rzeczy do auta, po czym usiadłem na miejscu kierowcy. Wklepałem w nawigację miejscowość, ktora była zapisana na karteczkę. Mam nadzieję że Derek mnie w chuja nie zrobił bo to daleko.
Przez całą drogę przemyślałem o tym wszystkim. Byłem powiem - kocham ją i chcę z nią być. Nie umiem istnieć bez niej.
***
Kiedy dotarłem na miejsce bylo późno, dookoła panowała ciemność. Wziąłem latarkę i wysiadłem z auta. Drzwi od domu były zamknięte, no tak... mogłem się tego spodziewać. Rozejrzalem sie dookoła, pozostało mi okno. Sprawdzałem kilka aż nagle trafiłem na to otwarte. Wślizgnąłem się do środka i od razu ogłuszył mnie krzyk i płacz Li. Znów miała koszmary.
Położyłem się obok niej i przysunalem ją do siebie.
- Spokojnie aniołku, to tylko paskudny sen, nie płacz. - szepnalem glaszczac ją po plecach.
Li? 😘
Od Lydii c.d Ashton
Powiedziałam babci, że czekam na mojego miśka, kiedy spytała po co na noc zostawiam otwarte okno. Powiedziała, że chyba straciłam którąś klepkę.. i tyle, znów wróciła do milczenia.
***
dwa dni po tym wyznaniu, znów wieczorem podeszłam otworzyć okno. stałam w nim chwilę i wpatrywałam się w ciemność, mając nadzieję, że dojrzę tam ukochanego.
- Ashton.. przyjdź do mnie, miśku. -wyszeptałam i pozwoliłam spłynąć łzie po policzku, po czym schowałam się pod kołdrę i rozpłakałam na dobre. A kiedy się zmęczyłam płaczem, zaczęłam ziewać i zasnęłam.
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Ratownicy wyciągnęli mnie dopiero po 34 godzinach, cud że przeżyłem. Kiedy siedziałem w stacji zawinięty w końcu przy kaloryferze przyszedł do mnie Max z ciepłą herbatą.
- Była tu ta Lydia. - powiedział.
- Co? - spojrzałem na niego zaskoczony.
- No była. Akurat jak ogłosili że cię stracili.
- I... mówiła coś?
- Niewiele, płakała i uciekła. - wzruszył ramionami.
Lekko skinalem głową i wziąłem od niego herbatę.
***
Lezalem chory w pokoju, zupełnej sam. Zaprosiłem Sarę do kina jednak po godzinie odwołałem spotkanie. Nie mogłem. Nadal kocham Li i nie wyprę się tego. Oczywiście bolało mnie to, że była w stanie oddać się innemu i w ogóle, ale byłbym w stanie jej to wybaczyć. Bo ją kochałem. Tak cholernie ją kochałem.
***
Po kilku dniach pojechałem do domu Li, ku mojemu rozczarowaniu nie bylo jej tam. Derec dal mi adres do jej babci bo tam teraz była. Wróciłem więc do swojego domu zrezygnowany.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
***
Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Czekałam tylko na wiadomość, czy Ash pojawi się na dzisiejszych zajęciach. Po drugiej godzinie lekcyjnej, dostałam wiadomość od Dereka : "Nie ma go".
Do oczy napłynęły mi łzy, umarł. Ashton, chłopak, który nigdy nie przestał mnie kochać.. umarł. Z mojej winy. Nienawidziłam się. Miałam ochotę zrobić sobie krzywdę, zasłużyłam na ból. Tak bardzo było mi źle.
***
Przestałam chodzić do szkoły. Nie jadłam, nie spałam. Wszystko straciło dla mnie sens. Jedyną pociechę przynosiły mi koty, chwilowo.. Kiedy udało mi się na chwilkę zasnąć, męczyły mnie koszmary. Derek i mama byli załamani moim stanem. Któregoś dnia powiedzieli, żebym zrobiła sobie wolne, od tego wszystkiego i zawieźli mnie na wieś do babci. Miało mi pomóc.. ha ciekawe jak. Ciekawe jak miało to zwrócić życie Ashtonowi??
Ashton?
Od Ashtona c.d Lydii
Był sztorm, łódź rybacka zaczęła tonąć, trzeba było wyciągnąć 4 osoby. Niby szło wszystko dobrze, jednak kiedy mnie wciągali lina pękła i wpadłem z wysoka w zburzona ogromnymi falami wodę.
- Pomoc ci w czymś? - spytała kobieta Li
- Ja... ja... - dukala.
- Kurwa, Kurwa Kurwa straciłem dzieciaka! Musimy go znaleźć rozumiesz? To dzieciak! - krzyczał dowodzący do telefonu.
- Lydia? - spytał nagle Max.
- T-tak - powiedziała ze łzami w oczach.
- A więc to dla ciebie dorabiał - uśmiechnął się lekko
- S-słucham?
- Mówił że chce kupić dziewczynie mega prezent na święta. Szczegółów ci nie zdradzę, być może jeszcze ci go wręczy. - uśmiechnął sie. - Ashton to twardziel, ale z falami nie ma żartów. Jesli będzie miał wolę walki i nie zapomni jak się pływa to wróci. - Pogłaskał ją po plecach. - Trzymaj się... jak to mówił... "aniołku" - poszedł.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
Nie umiałem się z tym pogodzić. Po prostu nie umiałem. Cały czas wmawiałem sobie że to chwilowe, znów będę miał przy sobie swojego Aniołka a Liam pójdzie w zapomnienie. Tak się oszukiwałem.
Niedługo miały być święta, musiałem dorobić do prezentu Li bo był mega drogi, a nie jestem pieprzonym lordem kruszwilem jak Liam. Mimo wszystko starałem się, chciałem spełnić jej marzenie, dlaczego ona mnie tak rani? Czemu nie umiem sobie jej odpuścić? Zatrudniłem się w straży przybrzeżnej. Mało bezpieczne ale super płacili, mam tylko nadzieje że dożyję tego, aby wręczyć aniołkowi prezent.
Miałem tu już kilku dobrych znajomych, dowiedziałem się od nich że podsłuchali Liama i Alekso jak mówili, że uwodzi Li dla zakładu i beki. Od razu się we mnie zagotowało. Chciałem jej jak najszybciej o tym powiedzieć jednak nie odebrała, chłopcy dali mi numer Liama, też nie odebrał więc nagrałem mu sie na skrzynkę
- Wiem o zakładzie skurwielu i nawet nie myśl, że będę cię krył. Nie dam ci jej wykorzystać Powiem jej to przy najbliższej okazji. Jesli Li będzie przez ciebie płakać, zniszcze cię. - po tym się rozłączyłem, musieliśmy iść na akcję...
Li?
Od Lydii c.d Ashton
[konwersejszyn]
Chłopak wszedł do mojego pokoju trzymając ręce za sobą. Był szeroko uśmiechnięty, tak że aż policzki zasłaniały mu nieco oczka. Wyglądał tak bardzo uroczo.
- Hej słońce. -podszedł do mnie i przytulił, dając równocześnie buziaka w policzek.
Poczułam jak twarz zalewa mi się rumieńcem, więc wtuliłam się w niego bardziej. I momentalnie odsunęłam, gdy poczułam tak dobrze mi znany, ukochany zapach. Liam spojrzał na mnie zdziwiony.
- Używasz (nazwa mega szamponu^^)
- Taak, nie podoba Ci się?
- Bardzo. -odpowiedziałam bez uczuć- Niedługo święta.. wiem co dostaniesz od Mikołaja. -mrugnęłam.
- Mm.. Twój Mikołaj przyszedł odrobinę wcześniej i przyniósł bilety na koncert "Regital". -pomachał mi przed nosem dwoma tekturkami.
- Świetniee.. nie mogę w to uwierzyć. -próbowałam okazać zachwyt, chociaż nie przepadałam za tym zespołem.. a i trochę, ale widząc ten błysk podekscytowabia Liama, nie mogłam odmówić i zgodziłam się je przyjąć, oraz pójść z nim na ten koncert.
- Ciesze się, ale teraz zajmijmy się matmą słońce.
***
Kilka dni później pojechałam z Liamem na koncert. Cała "zabawa" miała trwać do 4 rano.. nie miałam pojęcia co można robić tyle czasu z jednym zespołem, ale postanowiłam sobie, żeby to jakoś przetrwać. Dla Liama. Będzie dobrze.
Co ja się oszukiwałam. Było koszmarnie. Pierwszą piosenkę jakoś zniosła... ale reszta? Porażka. Zdecydowanie nie mój typ.
Jednak cały czas starałam się jakoś utrzymać uśmiech na twarzy.
Ashton?
Od Ashtona c.d Lydii
Od jakiegoś czasu coś dziwnego działo się z Li. Zupełnie mnie olewała, nie chciała się przytulać ani całować, w ogóle nie miała dla mnie czasu. Nie to, żeby robiła coś ważnego... Derek mówił że cały czas przesiaduje z tym Liamem, mówił też jak na niego patrzy i że najchętniej rozebrałaby go w każdej chwili. Leżałem u sobie na łóżku, bylem sam. Brakowało mi Li obok, brakowało mi jej. Miałem wrażenie że już mnie nie kocha. Że było to tylko chwilowe. Bolało.
- Hej, w końcu odebrałaś. - powiedziałem do słuchawki.
- Jak się tak dobijasz jak głupi...
- Dziwisz mi się? Muszę porozmawiać z tobą przez telefon bo za każdym razem jak mnie widzisz mnie olewasz.
- Oj dobra, co chcesz?
- Ciebie. Tęsknię za tobą Li, tak cholernie za tobą tęsknię... - nie dala mi dokończyć.
- muszę kończyć, przyszedł Liam. - powiedziała i nie czekając rozłączyła sie.
Bolało. Czyli jednak mnie już nie kocha, wybrała Liama. Poczułem napływające łzy, szybko zamknąłem mocno oczy.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
- A ja z Tobą miśku. Spij już.
- Dobranoc.
- Dobranoc.
***
Potwora nie widziałam już od 3 tygodni, w tym czasie wiele się zmieniło. Mama kupiła nowy dom, w zupełnie innym osiedlu, przez co Ash miał dłuższą drogę do mnie, jednak mama pozwalała mi czasem nocować u "koleżanki".. wtedy szłam tak naprawdę do Ashtona. Derek dołączył do drużyny szkolnej lacrosse. Ja zaadoptowałam jeszcze jednego kota, aby Malia nie czuła się samotna w nowym otoczeniu. Między mną, a Ashtonem ..nic się nie zmieniło. No prawie nic. Kilka dni temu do naszego miasteczka przeprowadził się Liam Hale. Mieszkał dosłownie dom obok mojego, w czasach kiedy jeszcze błam czysta, a potwór był dobrym tatusiem, zabierającym dzieci nad jezioro i do kina w każdy piątek. Był o rok starszy ode mnie, wyprowadził się, bo jego mama dostała awans, to było pół roku przed zmianą tatusia. Wtedy nie znałam jeszcze Ashtona, ani żadnego innego przyjaciela Dereka. Moim przyjacielem był Liam. Może i nawet coś więcej niż przyjacielem.. ale to było dawno, jednak jakaś cząstka mnie dawała się uwodzić jego magnetycznemu spojrzeniu, niezwykłej budowie ciała, tak dobrze widocznej w koszulach, które miał zwyczaj nosić..
Aaash??
Od Ashtona c.d Lydii
Zamknąłem oczy i położyłem dłoń na jej policzku, to był nasz najdłuższy pocałunek. Naprawdę ją kochałem, czułem, że jest tą jedyną. Cieszyłem się, że nie muszę już ukrywać swoich uczuć. Trochę żałowałem, że nie powiedziała mi o tym skurwielu wcześniej, nie pozwoliłbym mu ją krzywdzić. Nikomu na to nie pozwolę i wiem, że sam też tego nie zrobię.
Pomiziałem ją lekko nosem po jej nosie, na co znów się lekko zaśmiała.
- Uwielbiam twój śmiech, twój uśmiech... - zamruczałem zadowolony.
- Już tak nie słodź. - uśmiechnęła się i złączyła nasze usta w pocałunku, który natychmiast odwzajemniłem.
- Chcę być z tobą już zawsze aniołku. - wyznałem.
Aniołku? 😘
Od Lydii c.d Ashton
- Kocham Cię. -oparłam się delikatnie o chłopaka i przytuliłam go.
- Ja Ciebie też, aniołku. -położył dłoń na moich plecach.
Półsiedzieliśmy, półleżeliśmy tak przez pewien czas, póki w pokoju nie pojawił się Derek ze szklanka wody, a za nim mama. spojrzałam na nią gniewnie, czyli dało się coś zrobić innego. Szkoda tylko, że byli też ranni.
- Chodź, położysz się u mnie, a ja się rozpakuję. -zwróciłam się do Ashtona, pomogłam mu wstać.
***
Leżeliśmy u mnie w pokoju. Malia wtuliła się miedzy nas i zasnęła, a my patrzeliśmy w sufit trzymając się za ręce.
- Dziękuję Ci Ash. Z całego serca.. i przepraszam, przeze mnie naraża..
Ashton przerwał mi kładąc palec do moich warg.
- Nawet nie kończ. -zagroził z uśmiechem i sekundę po tym jak zdjął palec z moich ust, zastąpił go swoimi ustami.
Zaśmiałam się przez pocałunek i odwzajemniłam gest.
Ash? <3 :*
Od Ashtona c.d Lydii
Pogłaskałem Li po policzku, patrząc jej w oczy.
- Co ty mu zrobiłeś, że tak nagle się wyniósł? - spytał Derek, trzymając w ręku butelkę wody.
- Mam złych, ale dobrych przyjaciół. Dobry kij... powiedziałem mu co nieco. - mówiłem powoli z lekko przymkniętymi oczami.
- Co na przykład?
- Derek daj mu spokój. - wtrąciła Li piorunując go wzrokiem.
- Że jak się nie wyniesie jak najdalej stąd to go wykastruję. - powiedziałem zupełnie poważnie.
Derec się roześmiał.
- Serio byś to zrobił?
- Całkowicie serio, nic trudnego. - mruknąłem wzruszając ramionami.
- Przynieś mu lepiej coś do picia. - wtrąciła Li do brata.
Ten poszedł do kuchni a ja na nią spojrzałem.
- Zrobiłbym wszystko byle cię przy sobie zatrzymać i zrobić tak, żebyś była bezpieczna
Od Lydii c.d Ashton
- Przynieś apteczkę. -poleciłam, pomagając Ashowi usiąść na kanapie.
Powoli podniosłam zakrwawioną kuszulkę, zdjęłam ją i rzuciłam na bok. Wydałam z siebie cichy jęk, na widok jego umięśnionego ciała. Nie raz go widziałam bez koszulki, ale od ostatniego razu, przybrał mięśni. Rana na brzuchu wciąż krwawiła, na szczęście brat przyszedł z apteczką. Opatrzyłam ranę, obmyłam brzuch i twarz Ashtona i dałam mu lek przeciwbólowy.
- Powinniśmy jechać z tym na pogotowie.
Chłopak spojrzał na mnie błagalnie.
- Nie potrzebuję lekarzy, potrzebuję Ciebie. -wyszeptał.
- Masz mnie -złapałam go za dłoń- miśku.
Schyliłam się i pocałowałam go w policzek.
Ash? <3
Od Ashtona c.d Lydii



- Idziemy - powiedziałem pewnie opierając kij na ramieniu.
- Przemyślałeś to? -spytał Matt.
- Nie, zupełnie nie. - wzruszyłem ramionami.
O nic więcej nie pytali, jednak dobzi z nich przyjaciele. Wiele osób ich nie lubi bo to chuligany, ale z takimi trzeba umieć rozmawiać. Znałem drogę jej ojca do domu, czekaliśmy na środku drogi w lesie, było już ciemno. Kevin chwycił w rękę duży kamień a kiedy zobaczył nadjeżdżający samochód rzucił go w jego stronę rozbijając szybę. Auto się zatrzymało i wysiadł z niego ten skurwiel.
- O co kurwa chodzi? Mam was przegonić gówniarze?! - warknął na nas.
- Przegonić... - mruknąłem podchodząc do auta kręcąc kijem. - Zabawne. - jednym ruchem rozwaliłem boczną szybę auta i później drugą. - UPS. - powiedziałem wyraźnie i głośno. - Niechcący - dodałem rozbijając kolejną szybę.
- Pieprzony gówniarz - warknął i pchnął mnie, na co tylko się zaśmiałem. Widząc jego twarz jednak nie wytrzymałem i przywaliłem mu z kija w nogę tak, że padł na kolana a później w plecy.
- JAK MOGŁEŚ JEJ TO ROBIĆ?! - krzyknąłem uderzając kolejny raz. - To niewinna dziewczyna! Bezbronna! PIEPRZONY ZBOCZEŃCU! - kopnąłem go w pysk.
Leżał już na chodniku i pluł krwią, oddychałem szybko i nie miarowo.
- No wstawaj kurwa, już nie jesteś takim kozakiem? - warczałem. Zaczął powoli wstawać. - Szybciej, bo się nudzę. - teatralnie ziewnąłem.
Ten gwałtownie wstał i pchnął mnie nożem w brzuch. Otworzyłem lekko usta, nie kryzknąłem jednak z bólu. Chłopacy wkroczyli do akcji i znów zaczęli okładać go kijami. Ja stałem w miejscu, odsunąłem rękę od brzucha patrząc na nią, była cała we krwi. Odetchnąłem i podszedłem do niego.
- Czego wy kurwa chcecie?! - spytał ledwo
- Wrócisz teraz do pieprzonego domu, spakujesz swoje szmaty i wyjedziesz stąd jak najdalej. Zostawisz Lydię w spokoju, jej rodzinę i więcej się im na oczy nie pokarzesz. - mówiłem przez zaciśnięte zęby. - Jeśli tego nie zrobisz obiecuję że cię wykastruję chuju! - podniosłem głos i szarpnąłem nim tak, że uderzył głową o asfalt.
- Dobra... - powiedział ochrypiały. - Zostawcie mnie już...
Wstałem.
- Rusz się skurwielu, masz 20 minut. - prychnąłem.
Powoli zatoczył się do samochodu i odjechał. Podziękowałem chłopakom za pomoc i wróciłem do domu. Akurat kiedy szedłem ostatnią prostą przez nasze osiedle, targając za sobą zakrwawiony kij widziałem, jak mężczyzna pośpiesznie wpycha swoje rzeczy do auta, zatrzymałem się. Spojrzał na mnie, po tym szybko wsiadł i pojechał, Li stała przed drzwiami. Widząc mnie od razu podeszła.
- Boże Ashton! - pisnęła przerażona.
- Spokojnie, to tylko draśnięcie. - powiedziałem odrywając zakrwawione ręce od zakrawionego brzucha. Miałem całe zakrawione usta i twarz bo z kącików ust wypływała mi krew, pewnie przez tą ranę na brzuchu.


- Przynajmniej cię nie stracę... - powiedziałem już nieco słabiej, opierając się o kij i o mało co się nie wywalając.
Lydia?
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
- Dobrze, to ja mam taki pomysł, żebyśmy już się spakowali. Derek, znajdź loty, ja pójdę sprawdzić czy nie ma ojca w domu i będziemy się pakować Julcia. - powiedziała do niej radośnie.
- Mamo ja nie chcę stąd wyjeżdżać! - do jej oczu napłynęły łzy.
- Nie mamy wyjścia kochanie. - pokręciła lekko głową i wyszła z domu.
Lydia spojrzała na mnie ze łzami w oczach, też byłem bardzo smutny. Schowałem twarz w dłoniach czując się tak cholernie bezsilny. Jej brat poszedł do salonu usiąść na kanapie i zaczął sprawdzać loty na telefonie, Li się rozpłakała. Nie mogąc tego słuchać przyciągnąłem ją do siebie i ją przytuliłem.
- Nie chcę tak bez ciebie. - wydukała.
- Ani ja bez ciebie. - szepnąłem zaciskając zęby.
Do głowy przychodził mi jeden jedyny pomysł, który i tak jeszcze nie miał zbyt wielkiego powodzenia, a przynajmniej tak mi się zdawało. Nagle przyszła jej mama.
- Nie ma go, chodź szybko Lydia, idziemy się pakować. - złapała ją za rękę i niemal wyrwała mi z objęć, przez co dziewczyna zaczęła jeszcze bardziej płakać.
Czułem, jak do oczu napłynęły mi łzy. Szybko je przetarłem nie mogąc pozwolić sobie na płacz.
- Super, mamy lot za kilka godzin. - powiedział Derek. - Pójdę się spakować. - dodał i wyszedł, zostałem sam.
Musiałem szybko coś zrobić, inaczej ją stracę.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
***
Wstaliśmy wszyscy jeszcze przed południem. Siedzieliśmy w kuchni i rozmyślaliśmy co możemy zrobić. Derek wpadł na pomysł, abyśmy wyjechali z miasta i zaczęli wszystko od nowa. Mama była zadowolona z tego pomysłu, ale ja zdecydowanie nie.
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Wylałem resztę kawy do zlewu i dołożyłem kubek, po tym podszedłem do niej łapiąc ją za rękę i poszliśmy do mojego pokoju. Zamknąłem drzwi i zasłoniłem okno, później położyłem się obok Li i przykryłem ją i siebie jednocześnie kołdrą.
- Jak tam brzuszek? - spytałem głaszcząc ją po dłoni.
Z tego co wiedziałem, to tam będzie miała największego siniaka.
- Nie boli. - lekko się uśmiechnęła i pogłaskała mnie po policzku.
Odwzajemniłem uśmiech patrząc jej w oczy i złączyłem nasze usta w namiętnym, ale nie dzikim pocałunku. Był on przepełniony miłością.
- Dobrze, powinnaś odpocząć skarbie. - powiedziałem gdy oderwaliśmy się od siebie i pogłaskałem ją po włosach. - Jeszcze będziemy mieli na pocałunki duuużo czasu. - uśmiechnąłem się.
- Masz rację. - odwzajemniła uśmiech.
- Dobranoc aniołku. - cmoknąłem ją w nosek.
Li? <3
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
Było mi tak cholernie gorąco. To przez ten pocałunek, to co sobie wyznaliśmy ale też przez tego skurwiela. Lepiej nie będę już o nim wspominał, wydaje mi się że Li trochę się po tym pocałunku uspokoiła i wolałem aby tak zostało.
- Naprawdę bardzo cię kocham - powtorzyłem i znów ją pocałowałem.
- Ja ciebie też. - wyczeptała.
Nagle usłyszeliśmy jak ktoś wchodzi do domu, Li od razu się spięła.
- Spokojnie Aniołku, to na pewno twoj brat i mama. - cmoknąłem ją w nosek.
Tak jak mówiłem, po chwili w drzwiach pojawiła się jej mama i Derek.
- Jak się czujesz Lydciu? - spytała jej mama przez łzy.
Li? ❤
Od Lydii c.d Ashton
- Teraz już wiem. -zaśmialiśmy się oboje.
Ashton położył dłoń na moim policzku i pogładził kciukiem.
- Kocham Cię Li. -powiedział i przysunął się do mnie, zawahał się chwilę, ale zaraz nadrobił to i pocałował mnie. Odwzajemniłam gest. Poczułam się tak lekko. Nas pierwszy (prawdziwy) pocałunek. Zrobiło mi się gorąco, to było takie wspaniałe uczucie. Tak bardzo bałam się mu to wyznać, a on kochał mnie równie mocno jak ja jego.
Ash? 😘❤🙈❤
Od Ashtona c.d Lydii
Patrzałem na nią zaskoczony. Zrobiłem to mimo wielu obaw, ale nie spodziewałem się jakiejkolwiek reakcji z jej strony, no może poza złości... nie chciałem dawać jej dodatkowych emocji bo ten dzień był dla niej męczący. Czułem jak robi mi się jeszcze bardziej gorąco i przeszły mnie dreszcze. A co jeśli powiedziała to tylko przez adrenalinę? A rano nie będzie pamiętać tych słów?
- Nic nie powiesz? - czułem jak znów się spina.
- Spokojnie. - pogłaskałem ją po plecach. - No... teraz już wiem. - dalej nie spuszczałem ją z oczu. - A ty wiesz, że ja ciebie też? Od tak dawna... - szepnąłem.
Li? 😘
Od Lydii c.d Ashton
- Nie -złapałam go za rękę mocniej- nie chcę być sama, nie zostawiaj mnie już. Chcę byćć tylko z Tobą. Boje się. Nie chcę być sama, nie idź. Proszę.. -przytuliłam się do niego i powróciły drgawki.
Nie mogłam złapać tchu. Ashton odsunął mnie od siebie i bardxo szybko przysunął z powrotem łącząc nasze usta.. pocałował mnie, a ja wstrzymałam na chwile powietrze. Po chwili odsunął się a moje objawy ustały.
- Co-co Ty zrobiłeś?
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Pocałowałem Cię. Miałaś atak paniki.. przez pocałunek wstrzymałaś powietrze, dzięki temu się uspokoiłaś.
- Skąd to wiesz?
- Gdzieś czytałem..
Pokręciłam głową.
- Kocham Cię, wiesz?
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Byłem już zły na to, że tak to przede mną ukrywają. W dodatku buzowała we mnie wściekłość na tego kogoś, kto zrobił to Li.
- To nasz ojciec. - powiedział w końcu z trudem a mi zaparło dech.
- Że co... - mruknąłem będąc w szoku. - Ile to trwa?
- Odkąd byliśmy dziećmi, Li zawsze miała najgorzej. - westchnął.
- Boże... - mruknąłem spuszczając nisko głowę.
Na samą myśl o tym że ten skurwiel krzywdził moją Li brakowało mi tlenu. Zajebie skurwysyna, ma to jak w banku.
- Wasza mama... jak się domyślam wie? - jedynie przytaknął. - Dobra, wrócimy teraz do mnie. Zabierzesz mamę i będziecie spali dzisiaj u mnie, dom i tak jest pusty.
Ostrożnie wziąłem Lydie na ręce i poszliśmy do mnie. W czasie gdy Derek poszedł po mamę, ja już bylem w domu z Li. Leżała na łóżku a ja w tym czasie wyjąłem apteczke. Obmyłem jej rany a zasiniaczone miejsca posmarowałem specjalną maścią. Pomogłem też przebrać jej się w moją koszulkę ktora była wystarczająco długa. Przykryłem ją kocem i usiadłem przy niej.
- zrobic ci herbatki? - spytałem szeptem, głaszcząc ją po głowie i trzymając za rękę. Patrzalem na nią z troską, przejęciem ale też bólem, gdyż bolało mnie serce, gdy widziałem ją w takim stanie.
Li? ❤
Od Lydii c.d Ashton
Od Ashtona c.d Lydii
Mark był już delikatnie podpity, przez co chaotyczne tłumaczył zasady tej całej gry i trochę się zeszło. Dalej jednak zupełnie nie rozumiałem tej gry i postanowiłem sobie odpuścić, wolałem posiedzieć z Li. Derek też nie chciał grać. Odeszliśmy od chłopaków i zaczęliśmy szukać dziewczyny, nigdzie jej jednak nie było przez co oboje zaczęliśmy się cholernie martwić.
- Kurwa, jak ja mogłem ją zostawić. - prychnąłem pod nosem zły na siebie, nerwowo jej szukając.
Derek zwołał naszych przyjaciół aby pomogli jej szukać. Wstyd się przyznać ale chciało mi się już płakać. Bałem się że jej nie znajdziemy, rodziły mi się same czarne scenariusze.
Nagle usłyszeliśmy krzyk, który zupełnie mnie sparaliżował. Zaczęliśmy biec ślepo przed siebie przez las za krzykiem. Gałąź drzewa drasnęła mój policzek i szyję, ale zupełnie się tym nie przejąłem. Liczyło się tylko to aby znaleźć Lydię.
W końcu tak się stało, siedziała pod drzewem o płakała. Opadłem przed nią na kolana od razu opatulając ją swoją bluzą widząc, jak się trzęsie. Miała też podartą swoją bluzę.
- Skarbie... - szepnąłem przerażony kładąc swoją dłoń na jej plecach a drogą na dłoni.
Li? ❤❤
Od Lydii c.d Ashton
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Robiliśmy sobie z chłopakami zawody kto pociągnie się więcej razy na obu i na jednej ręce. Pod koniec lekcji bylem już padnięty, podszedłem do Li, która chyba zastanawiała się czym się teraz zająć.
- Obijasz się aniołku? - zażartowałem.
- Ja? Skąd! - uśmiechnęła się.
***
Tego samego dnia wieczorem mieliśmy iść na ognisko. Wziąłem prysznic, założyłem czarne jeansy, tego samego koloru bluzę - aby w razie czego mieć co dać Li, gdy zdobi jej się chłodno - No i czerwoną koszulę w kratę.
Szliśmy we trzech przez ciemny las, to była jedyna droga nad jezioro. Podczas tego trzymałem Li za rękę, która mocno ściskała moją dłoń.
W końcu jednak doszliśmy i napisaliśmy się czegoś.
- To co aniołku, może zatańczymy? - zaproponowałem kiedy puścili coś wolnego i wyciągnąłem w jej stronę rękę.
Li? ❤
Od Lydii c.d Ashton
***
Budzik zadzwonił o 6:30. Wstaliśmy z Ashem, chłopak wymknął się do łazienki, a ja zebrałam czyste ubrania i czekałam aż wróci. Następnie ja szłam do łazienki, ubrałam się, umyłam, umalowałam i wróciłam do pokoju, po drodze witając się z Derekiem.
***
Piątek był najlepszym dniem w tygodniu szkolnym, mieliśmy tylko 4 lekcje z czego dwie godziny w-f i godzina wychowawcza. Ostatni był angielski, mieliśmy fajnego nauczyciela, więc lekcje było luźne, ale każdy jakoś zdawał na co najmniej 4, a czasem pan wypuszczał nas kilka minut wcześniej. Ashton i Derek tego dnia mieli tylko godzinę dłużej. Na szczęście w-f mieliśmy łączony. Na pierwszej godzinie graliśmy w kosza, a na drugiej szliśmy na siłownie..
Ash? ^^
Od Ashtona c.d Lydii
Kiedy wyszli, w zasadzie nie robiłem nic ciekawego, nudziłem się. Czy mama była w mieście czy poza, ten dom zawsze był pusty i cichy. Zanim tata odszedł było inaczej, po tym jednak mama się zmieniła... praca zaczęła się liczyć dla niej bardziej niż ja. Pogodziłem się już jednak z tym.
Wieczorem poszedłem wziąć długi prysznic i użyłem ulubionego żelu Li. Wiedziałem że bardzo lubi jego zapach. Później o określonej porze jak co noc zakradłem się do niej przez okno, które jak co wieczór było lekko uchylone a Li jak zawsze siedziała w piżamie na łóżku i czekała na mnie.
- Hej Aniołku. - uśmiechnąłem się i położyłem obok.
- Hej. - również się uśmiechnęła i przytulała do mnie.
- Jutro już piątek.
- W końcu
- Jedziemy razem do szkoły? - spytałem a Li przytaknęła ziewając. Uśmiechnąłem się lekko. - No dobrze, dobranoc Aniołku, kolorowych snów - Cmoknąłem ją w policzek.
Li? ❤
Od Lydii c.d Ashton
- Nigdy nie przegapię, żadnej imprezy z tej okazji.
- Tak. -powiedziałam szczerze uradowana do przyjaciela.
Ten również się uśmiechnął i kontynuował rozmowę.
- Dobra młoda, ale my musimy się zbierać. Zaraz wróci mama, a jak zobaczy, że Cię nie ma..
- Tak wiem. -odpowiedziałam smutno.
Po chwili wrócił Ashton, nim Derek powiedział, że wychodzimy przytuliłam się do przyjaciela.
- My się zbieramy, zaraz wróci mama.. a ona podobno źle się czuła, więc wiesz.
- Rozumiem. -odpowiedział Ash, pocałował w czółko i odprowadził do drzwi.
- Do jutra. -pożegnał się Derek.
- Do jutra. -odpowiedział Ash, patrząc na mnie znacząco z lekkim uśmiechem. Wiedziałam, że dziś w nocy znów do mnie przyjdzie.
Ash? <3
Od Ashtona c.d Lydii
- Jaki on? - spytałem opierając się o krzesło.
- Mniejsza z tym Ash. - powiedział twardo Derek. Spojrzałem na Li myśląc, że ona coś powie. Jednak milczała.
Spuściłem lekko głowę, byłem jej przyjacielem od tylu lat a dalej nie mówi mi o takich sprawach. No nic, nie chcę się z nią przez to kłócić. W ogóle się z nią nie chcę kłócić. Od razu chciałbym ją przepraszać i w ogóle, zupełnie przy niej wymiękam. Ech. Nagle zadzwonił mój telefon, przeprosiłem ich i odebrałem - dzwonił Mark. Zapraszał mnie na ognisko z okazji pożegnania lata, pytał też, czy Lydia i Derek nie chcieliby pójść. W końcu Mark był naszym wspólnym przyjacielem.
- Czekaj, zapytam. - odsunąłem telefon od ucha. - Idziecie na ognisko z okazji pożegnania lata? Mark zaprasza. - powiedziałem mając nadzieję, że się zgodzą.
Li?
Od Lydii c.d Ashton
- Wyspałaś się aniołku? -spytał gładząc dłonią moje włosy.
- Tak, i chyba nawet zgłodniałam. -uśmiechnęłam się do niego.
- Świetnie, mam pomidorową, możemy zagotować ryż..
- Idziemy! -podniosłam się uradowana- Aaaa, kocham pomidorową z ryżem!
Chłopak zaczął się śmiać, złapałam go za rękę i pociągnęłam do kuchni. Chłopak podgrzał zupę, a ja zajęłam się ryżem. Po kilkunastu minutach obiad było gotowy. Nalałam nam zupy do misek, Ashton wziął łyżki, usiedliśmy i zabraliśmy się do jedzenia. Zupa była bardzo pyszna, uśmiech nie znikał z mojej twarzy.
- Ciesze się, że już się lepiej czujesz. -powiedział Ash, kończąc posiłek.
Uśmiechnęłam się i jadłam dalej drugą porcję. Nagle ktoś zapukał do drzwi, tak mocno, że aż podskoczyłam. Pukanie powturzyło się kilkakrotnie, póki Ashton nie otworzył drzwi. Przez drzwi na przedpokój, usłyszałam głos Dereka.
- Lydia. Jest tutaj? -był zmachany, jakby biegł..
- Tak, w kuchni. -nim Ash podał pomieszczenie, w którym się znajduję brat był już w środku.
- Lydia. Musimy kupić Tobie telefon, bo zwariuję. Kiedy wróciłem do domu, a Ciebie nie było.. widziałem Twój pokój, jego też nie było.. -pokręcił głową.
- Już dobrze. Nic się nie stało, po prostu przyszedł Ash i wolałam być tutaj. -położyłam dłoń na jego ramieniu.
Całęj tej sytuacji przyglądał się Ash. Ani ja, ani Derek nie powiedzieliśmy mu o sytuacji w domu. Oboje byliśmy zastraszeni przez potwora.
Ash?
Od Ashtona c.d Lydii
Czując jak Li się uspokoiła i zasnęła również byłem nieco spokojniejszy. Wpatrywałem się w nią chwilę, jednak silnie do mnie przylegała a kiedy odsuwałem się na milimetr marszczyła brwi i przytulała mnie jeszcze mocnej. Było to straszne urocze i w końcu dałem spokój.
- Kocham cię aniołku. - szepnąłem.
Robiłem tak za każdym razem gdy zasypiała, żałowałem że nie mogę jej tego powiedzieć normalnie. Za bardzo boję się że to co jest między nami szlag trafi. Bylem pewien, że po takim czasie nie byłbym w stanie zasnąć bez niej w ramionach. Bez poczucia, że przynajmniej teraz jest zupełnie bezpieczna bo nigdy nikomu nie dałbym zrobić jej krzywdy. Perspektywa że mogłaby mnie nienawidzić, nie mógłbym jej przytulać ani nic bardzo mnie boli i przeraża. Jednakże jeszcze bardziej stresuję się, gdy pomyślę sobie, że kiedyś będę musiał patrzeć jaka jest szczęśliwa w innym mężczyzną. Nie przeżyłbym tego. Na pewno nie. Po długich przemyśleniach również przysnąłem, był to jednak czujny sen
Li? ❤
Od Lydii c.d Ashton
- To przez tę grypę. -przymknęłam oczy.
Chłopak nic więcej nie mówił. Oddychał miarowo, a ja cieszyłam się jego bliskością, był taki niesamowity. Pamiętam dzień kiedy się poznaliśmy.. byłam jeszcze dziewczynką, a już tak doświadczoną w pewnych sprawach, oprócz brata nie ufałam nikomu, żadnemu jego koledze, oprócz Ashtona. Jemu zaufałam chwilę po tym, jak na mnie spojrzał. Gdy mnie zobaczył podszedł, pocałował w dłoń i przedstawił się. Mój mały gentalman (hihi), może to dlatego, że byłam w stroju księżniczki.. Uśmichnęłam się na te wspomnienie, do tego dłoń chłopaka krążąca po moich plecach i w końcu się odprężyłam. Odetchnęłam spokojna, i mimowolnie wsunęłam dłoń pod koszulkę Ash'a. Chłopaka jak zawsze przeszły ciarki, ale nigdy nie zabronił mi tak robić. Nasze oddechy się zrównały, można powiedzieć, że wpadłam w trans i po chwili zasnęłam.
Ash? <3
Od Ashton c.d Lydii
Uśmiechnąłem się i nieco mocniej ją do siebie przycisnąłem. Czułem że jest spięta i niespokojna, co mnie bardzo martwiło. Pogłaskałem ją po włosach, staliśmy tak naprawdę dłuższą chwilę.
- Co ty na to, żebyśmy poszli do mnie, poleżymy trochę?
- Jasne - zgodziła się bez wahania.
Złapałem ją więc za rękę i wyszliśmy z jej domu po czym poszliśmy do mnie. Moja mama była w pracy, miała wrócić dopiero za kilka tygodni. Jakaś delegacja.
- Chcesz coś do picia? - spytałem.
- Nie... chcę się po prostu trochę do ciebie poprzytulać. - uśmiechnęła się nieśmiało.
Odwzajemniłem uśmiech i poszliśmy do mnie. Położyliśmy się do łóżka i od razu ją przytuliłem cmokając w skroń.
- Czemu jesteś taka spięta? - spytałem z troską, masując ją lekko dłonią po plecach i ramionach.
Lydia? 😘
Od Lydii cd Ashton
Przeciągnęła się, otarła łebkiem o moją dłoń i walnęła obok mnie, mrucząc cicho. Pogłaskałam ją za uszkiem, po czym sięgnęłam po książkę z szafki i zaczęłam czytać. Nagle ktoś zapukał do mojego pokoju.
- Proszę.
Drzwi otworzyły się, a w progu stanął mój starszy brat Derek. Spojrzałam na zegar wiszący nad biurkiem, następnie znów na brata, było już po 10.. powinien być w szkole.
- Hej, sister. Podobno źle się czujesz..
- Tak. -powiedziałam ochrypłym głosem, więc odkaszlnęłam i powtórzyłam- Tak, jakby Ashton pytał.. powiedz mu prawdę. -o ile będzie pytał.
- Spoko, coś ci potrzeba? Może jednak zostanę w domu. Ten ma na popołudnie..
Poczułam dreszcze na słowo "ten". Tak określaliśmy naszego ojca. Był.. po prostu potworem. Przez niego miałam straszne.. nie nie miałam dzieciństwa.
- Nie, i tak masz już dużo zaległości. Zamknę się na klucz.
- Na klucz, ostatnio i to nie pomogło..
- A jak i to nie pomoże, zdążę wybrać do Ciebie numer. -uśmiechnęłam się słabo.
Derek nienawidził ojca, nim zajmował się nieco inaczej.. ale brat, choć na pewno już silniejszy od "niego", bał się.
- To się niedługo skończy, obiecuję Ci. -wyszeptał i wyszedł z pokoju.
Westchnęłam i wróciłam do czytania książki, mając nadzieje, że nic dzisiaj się nie wydarzy.
***
Nadzieja zniknęła szybciej niż gaśnie zdmuchnięty płomień świeczki. Chwilę, po wyjściu Dereka, przyszedł "on". Głupia zapomniałam, że podłączyłam telefon do ładowania, i nie włączyłam go. Nim podniosłam się z łóżka, drzwi do pokoju zamknęły się z hukiem, a przy moim łóżku stał potwór. Malia przerażona wskoczyła pod szafę.. oby tylko jej nie skrzywdził.
***
Nim straciłam przytomność, usłyszałam dzwonek do drzwi. Ten odsunął się ode mnie i wykrzywioną mordą ze złości, że ktoś mu przerwał "zabawę".
- Dzisiaj Ci odpuszczę. -poprawił ubranie i wstał- Sprawdź kto przyszedł.
***
Kiedy zobaczyłam Ashtona, serce mocniej mi zabiło.
[dialog ;) ;P ]
Tęsknił.. przez ułamek sekundy pomyślałam, czy tęsknił za mną bo mnie kocha, czy raczej, bo tylko jest mu ze mną dobrze. Ale to tylko ułamek sekundy. Kiedy nie spuszczał ze mnie zmartwionego wzroku, nie wytrzymałam i rzuciłam się chłopakowi obejmując go mocno, chowając głowę w jego ramię.
- Też tęskniłam. -powiedziałam hamując łzy.
Ashton?
Od Ashtona
- Hej Aniołku. - uśmiechnąłem się.
- Hej... - lekko odwzajemniła gest.
- Podobno źle się czułaś? - spytałem zmartwiony, odgarniając jej kosmyk włosów za ucho.
- Taak, nie będę zdradzać ci szczegółów... - skrzywiła się, a ja westchnąłem.
- Biedactwo moje... - zrobiłem smutną minkę i od razu ją przytuliłem, a ona wtuliła we mnie. - Ale już się lepiej czujesz?
- Tak, już lepiej. - przytaknęła. - Jutro już będę w szkole. - dodała.
- To dobrze... tęskniłem za tobą, wiesz? - uśmiechnąłem się lekko głaszcząc po policzku.
?
