Mark był już delikatnie podpity, przez co chaotyczne tłumaczył zasady tej całej gry i trochę się zeszło. Dalej jednak zupełnie nie rozumiałem tej gry i postanowiłem sobie odpuścić, wolałem posiedzieć z Li. Derek też nie chciał grać. Odeszliśmy od chłopaków i zaczęliśmy szukać dziewczyny, nigdzie jej jednak nie było przez co oboje zaczęliśmy się cholernie martwić.
- Kurwa, jak ja mogłem ją zostawić. - prychnąłem pod nosem zły na siebie, nerwowo jej szukając.
Derek zwołał naszych przyjaciół aby pomogli jej szukać. Wstyd się przyznać ale chciało mi się już płakać. Bałem się że jej nie znajdziemy, rodziły mi się same czarne scenariusze.
Nagle usłyszeliśmy krzyk, który zupełnie mnie sparaliżował. Zaczęliśmy biec ślepo przed siebie przez las za krzykiem. Gałąź drzewa drasnęła mój policzek i szyję, ale zupełnie się tym nie przejąłem. Liczyło się tylko to aby znaleźć Lydię.
W końcu tak się stało, siedziała pod drzewem o płakała. Opadłem przed nią na kolana od razu opatulając ją swoją bluzą widząc, jak się trzęsie. Miała też podartą swoją bluzę.
- Skarbie... - szepnąłem przerażony kładąc swoją dłoń na jej plecach a drogą na dłoni.
Li? ❤❤
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz