- Lydia, proszę rusz się. Nie wiadomo kiedy ojciec wróci.
Z płaczu, aż zaczęłam kaszleć.
- Córciu -zaczęła matka, głaszcząc mnie po plecach- Będzie dobrze, w nowym miejscy, na pewno szybko się odnajdziesz, będziesz miała nowych przyjaciół..
- Nie chcę! Rozumiesz? Mam już przyjaciół, mam rodzinę, on do niej nie należy.. a dom.. tam gdzie są Ci, których kocham, jest mój dom. Na pewno coś wymyślimy..
Mama zamknęła oczy i westchnęła.
- Nie Lydia. Nic lepszego nie wymyślimy. -pokręciła głową.
Nie wierzyłam, że nawet nie chce spróbować czegoś wymyślić. Zdenerwowana, wstałam i pobiegłam na górę, z trzaskiem zamykając drzwi do pokoju. Usłyszałam przerażone miauknięcie Malii. Kotka stała najeżona pod biurkiem i wyglądała zza krzesła.
- Hej skarbie. Nie bój się, przepraszam. -uklęknęłam i zawołałam ją.
Przybiegła do mnie i otarła się o moją wyciągniętą dłoń.
- Musimy wyjechać. -powiedziałam, a łzy znów napłynęły mi do oczu.
Szybko je starłam, sięgnęłam do szafy po walizkę i zaczęłam pakować swoje ciuchy. Byłam wściekła na Dereka, że wpadł na taki pomysł, na mamę, że jej się spodobał i nie chciała wymyślić czegoś innego, na potwora, że nim był i za to co robił, oraz na samą siebie, na swoją bezsilność.
Ash?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz