Wypuściłem powoli nagromadzone powietrze przez usta, emocje powoli zaczęły ze mnie schodzić ale tym samym pojawiał się ból. Starałem się jednak tego nie okazywać, nie chciałem jechać do lekarza. Nienawidziłem szpitali. Czułem się tam okropnie, czasem dostawałem ataków duszności.
Pogłaskałem Li po policzku, patrząc jej w oczy.
- Co ty mu zrobiłeś, że tak nagle się wyniósł? - spytał Derek, trzymając w ręku butelkę wody.
- Mam złych, ale dobrych przyjaciół. Dobry kij... powiedziałem mu co nieco. - mówiłem powoli z lekko przymkniętymi oczami.
- Co na przykład?
- Derek daj mu spokój. - wtrąciła Li piorunując go wzrokiem.
- Że jak się nie wyniesie jak najdalej stąd to go wykastruję. - powiedziałem zupełnie poważnie.
Derec się roześmiał.
- Serio byś to zrobił?
- Całkowicie serio, nic trudnego. - mruknąłem wzruszając ramionami.
- Przynieś mu lepiej coś do picia. - wtrąciła Li do brata.
Ten poszedł do kuchni a ja na nią spojrzałem.
- Zrobiłbym wszystko byle cię przy sobie zatrzymać i zrobić tak, żebyś była bezpieczna
+
Cytat |
Archiwum
Statystyka |
Popularne
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz