


Byłem spięty, wolałem inną opcję - ale nie było wyjścia. Musiałem działać szybko. Chłopaki byli już pod moim domem, niektórzy mieli kominiarki.
- Idziemy - powiedziałem pewnie opierając kij na ramieniu.
- Przemyślałeś to? -spytał Matt.
- Nie, zupełnie nie. - wzruszyłem ramionami.
O nic więcej nie pytali, jednak dobzi z nich przyjaciele. Wiele osób ich nie lubi bo to chuligany, ale z takimi trzeba umieć rozmawiać. Znałem drogę jej ojca do domu, czekaliśmy na środku drogi w lesie, było już ciemno. Kevin chwycił w rękę duży kamień a kiedy zobaczył nadjeżdżający samochód rzucił go w jego stronę rozbijając szybę. Auto się zatrzymało i wysiadł z niego ten skurwiel.
- O co kurwa chodzi? Mam was przegonić gówniarze?! - warknął na nas.
- Przegonić... - mruknąłem podchodząc do auta kręcąc kijem. - Zabawne. - jednym ruchem rozwaliłem boczną szybę auta i później drugą. - UPS. - powiedziałem wyraźnie i głośno. - Niechcący - dodałem rozbijając kolejną szybę.
- Pieprzony gówniarz - warknął i pchnął mnie, na co tylko się zaśmiałem. Widząc jego twarz jednak nie wytrzymałem i przywaliłem mu z kija w nogę tak, że padł na kolana a później w plecy.
- JAK MOGŁEŚ JEJ TO ROBIĆ?! - krzyknąłem uderzając kolejny raz. - To niewinna dziewczyna! Bezbronna! PIEPRZONY ZBOCZEŃCU! - kopnąłem go w pysk.
Leżał już na chodniku i pluł krwią, oddychałem szybko i nie miarowo.
- No wstawaj kurwa, już nie jesteś takim kozakiem? - warczałem. Zaczął powoli wstawać. - Szybciej, bo się nudzę. - teatralnie ziewnąłem.
Ten gwałtownie wstał i pchnął mnie nożem w brzuch. Otworzyłem lekko usta, nie kryzknąłem jednak z bólu. Chłopacy wkroczyli do akcji i znów zaczęli okładać go kijami. Ja stałem w miejscu, odsunąłem rękę od brzucha patrząc na nią, była cała we krwi. Odetchnąłem i podszedłem do niego.
- Czego wy kurwa chcecie?! - spytał ledwo
- Wrócisz teraz do pieprzonego domu, spakujesz swoje szmaty i wyjedziesz stąd jak najdalej. Zostawisz Lydię w spokoju, jej rodzinę i więcej się im na oczy nie pokarzesz. - mówiłem przez zaciśnięte zęby. - Jeśli tego nie zrobisz obiecuję że cię wykastruję chuju! - podniosłem głos i szarpnąłem nim tak, że uderzył głową o asfalt.
- Dobra... - powiedział ochrypiały. - Zostawcie mnie już...
Wstałem.
- Rusz się skurwielu, masz 20 minut. - prychnąłem.
Powoli zatoczył się do samochodu i odjechał. Podziękowałem chłopakom za pomoc i wróciłem do domu. Akurat kiedy szedłem ostatnią prostą przez nasze osiedle, targając za sobą zakrwawiony kij widziałem, jak mężczyzna pośpiesznie wpycha swoje rzeczy do auta, zatrzymałem się. Spojrzał na mnie, po tym szybko wsiadł i pojechał, Li stała przed drzwiami. Widząc mnie od razu podeszła.
- Boże Ashton! - pisnęła przerażona.
- Spokojnie, to tylko draśnięcie. - powiedziałem odrywając zakrwawione ręce od zakrawionego brzucha. Miałem całe zakrawione usta i twarz bo z kącików ust wypływała mi krew, pewnie przez tą ranę na brzuchu.
Przez adrenalinę zupełnie nie czułem bólu i nie przejmowałem się tym, co mi się stało.
- Przynajmniej cię nie stracę... - powiedziałem już nieco słabiej, opierając się o kij i o mało co się nie wywalając.
Lydia?
- Idziemy - powiedziałem pewnie opierając kij na ramieniu.
- Przemyślałeś to? -spytał Matt.
- Nie, zupełnie nie. - wzruszyłem ramionami.
O nic więcej nie pytali, jednak dobzi z nich przyjaciele. Wiele osób ich nie lubi bo to chuligany, ale z takimi trzeba umieć rozmawiać. Znałem drogę jej ojca do domu, czekaliśmy na środku drogi w lesie, było już ciemno. Kevin chwycił w rękę duży kamień a kiedy zobaczył nadjeżdżający samochód rzucił go w jego stronę rozbijając szybę. Auto się zatrzymało i wysiadł z niego ten skurwiel.
- O co kurwa chodzi? Mam was przegonić gówniarze?! - warknął na nas.
- Przegonić... - mruknąłem podchodząc do auta kręcąc kijem. - Zabawne. - jednym ruchem rozwaliłem boczną szybę auta i później drugą. - UPS. - powiedziałem wyraźnie i głośno. - Niechcący - dodałem rozbijając kolejną szybę.
- Pieprzony gówniarz - warknął i pchnął mnie, na co tylko się zaśmiałem. Widząc jego twarz jednak nie wytrzymałem i przywaliłem mu z kija w nogę tak, że padł na kolana a później w plecy.
- JAK MOGŁEŚ JEJ TO ROBIĆ?! - krzyknąłem uderzając kolejny raz. - To niewinna dziewczyna! Bezbronna! PIEPRZONY ZBOCZEŃCU! - kopnąłem go w pysk.
Leżał już na chodniku i pluł krwią, oddychałem szybko i nie miarowo.
- No wstawaj kurwa, już nie jesteś takim kozakiem? - warczałem. Zaczął powoli wstawać. - Szybciej, bo się nudzę. - teatralnie ziewnąłem.
Ten gwałtownie wstał i pchnął mnie nożem w brzuch. Otworzyłem lekko usta, nie kryzknąłem jednak z bólu. Chłopacy wkroczyli do akcji i znów zaczęli okładać go kijami. Ja stałem w miejscu, odsunąłem rękę od brzucha patrząc na nią, była cała we krwi. Odetchnąłem i podszedłem do niego.
- Czego wy kurwa chcecie?! - spytał ledwo
- Wrócisz teraz do pieprzonego domu, spakujesz swoje szmaty i wyjedziesz stąd jak najdalej. Zostawisz Lydię w spokoju, jej rodzinę i więcej się im na oczy nie pokarzesz. - mówiłem przez zaciśnięte zęby. - Jeśli tego nie zrobisz obiecuję że cię wykastruję chuju! - podniosłem głos i szarpnąłem nim tak, że uderzył głową o asfalt.
- Dobra... - powiedział ochrypiały. - Zostawcie mnie już...
Wstałem.
- Rusz się skurwielu, masz 20 minut. - prychnąłem.
Powoli zatoczył się do samochodu i odjechał. Podziękowałem chłopakom za pomoc i wróciłem do domu. Akurat kiedy szedłem ostatnią prostą przez nasze osiedle, targając za sobą zakrwawiony kij widziałem, jak mężczyzna pośpiesznie wpycha swoje rzeczy do auta, zatrzymałem się. Spojrzał na mnie, po tym szybko wsiadł i pojechał, Li stała przed drzwiami. Widząc mnie od razu podeszła.
- Boże Ashton! - pisnęła przerażona.
- Spokojnie, to tylko draśnięcie. - powiedziałem odrywając zakrwawione ręce od zakrawionego brzucha. Miałem całe zakrawione usta i twarz bo z kącików ust wypływała mi krew, pewnie przez tą ranę na brzuchu.


- Przynajmniej cię nie stracę... - powiedziałem już nieco słabiej, opierając się o kij i o mało co się nie wywalając.
Lydia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz